Prolog

Podczas, gdy każdy się szykował w pośpiechu, Hermiona pociągnęła długi łyk herbaty. -Rumianek- pomyślała. Jak na nią działał cudownie, piła go od najmniejszych lat. Dobrze działała na cerę i nastrój który ostatnio dawał sie we znaki, jak zaczęła sie kłócić z Ronem. Ostatni dzień wakacji wspominała siedząc przy stole z gromadka Weasley'ów.

Pożegnała rodziców na lotnisku we Francji, bo tam się przenieśli, gdy ich odnalazła po wojnie. Odwiedziła Alpy. Cudowne widoki, świeże powietrze. Właśnie przeszła ją gęsia skórka, na myśl o chłodnym wietrze o poranku gdy wstawała i wychodziła do pobliskiego sklepu po bagietki na śniadanie u Grangers'ów. Szybko wróciła na ziemie, gdy została szturchnięta przez Rona w ramię. Spojrzała się na niego z politowaniem, by jej dał spokój. Ale on najwyraźniej nie zrozumiał jej przekazu. Hermiona westchnęła.

-Coś ty taka zamyślona, cukiereczku ?- spojrzał na nią rudzielec przeczesując swoje włosy, które od czasów wojny bardzo mu urosły. Śmieszyło ją to, że Ron zawiązywał je w kitkę - Faktycznie wyglada jak wiewiórka z puszystym ogonem.- zachichotała.

-A nic, wciąż myślę o tym że dzisiaj wracam do szkoły i nad..- tutaj Gryfonka zawiesiła się gdyż, od razu pomyślała o swojej wakacyjnej przygodzie z Teodorem Nott'em. Musiała akurat go spotkać, gdy upiła się w trzy dupy z powodu kłótni z Ronem. - Jeden pocałunek to nic wielkiego. - tłumaczyła w swoich myślach. -Alkohol działał, a Ty Hermiono masz słabą głowę. Przytaknęła do siebie z tą myślą. Mimo wszystko, miała wyrzuty sumienia. Ta pieszczota ze ślizgonem zostanie jej w pamięci..

- I nad Valentine.- bąkneła.

-Czemu Ty się tak na to wściekasz? Przecież to nie wina rodziców, że ci nie powiedzieli, że masz siostrę. Chcieli dobrze.

-Chyba znów muszę się napić- pomyślała - ale nie herbatki. Po tych przemyśleniach wypiła resztę herbaty w kubku i teatralnie postawiła z głośnym dźwiękiem na blacie. Ron wzruszył ramionami.

                ***
   

*Wspomnienia z wakacji*

Zrelaksowana Hermiona po wczorajszym wypadzie do baru, sięgnęła po kapcie, aby ruszyć do toalety. Pokłóciła się wczoraj z Ronem o idiotyczną tapetę do jego gabinetu w Departamencie. Rudowłosy dostał ciepłą posadkę wraz z Harrym. Zostali aurorami. Hermionę to nie dziwiło.
Wchodząc do toalety uświadomiła sobie dopiero, że po pierwsze -ma kaca- łapała się za gardło, które było suche jak pustynia. Bolał ją brzuch, jak i również głowa. Podeszła do umywalki aby przemyć buzię chłodną wodą. Odkręciła kran, spojrzała się w lustro. Przez moment zamarła. Miała spuchnięte wargi i malinkę na policzku. -Idiota- pomyślała o Teodorze. I właśnie po drugie przypomniała sobie kogo spotkała w barze, będąc w stanie nietrzeźwości.

Po ogarnięciu się w toalecie zeszła do rodziców. Udało jej się zatuszować malinkę na policzku dzięki fluidowi, który dostała od mamy. Widząc swoich rodziców przy kuchni , którzy szeptali coś miedzy sobą, zaniepokoiło ją czy przypadkiem nie widzieli Notta, który odprowadzał ją pod domek, całą spitą. Gdy schody skrzypnęły pod jej naciskiem na stopień, przestali miedzy sobą szeptać i odwrócili wzrok w stronę Hermiony.

- Jak sie czujesz gwiazdeczko?- spytał ojciec Gryfonki, udając jak gdyby nic się przed momentem nie działo.

-Dobrze. - kiwnęła głową i usiadła do stołu. Śniadanie było urocze. Małe serwetki wokół talerzy w kwiatowe wzory, świeża bagieta z piekarni Àpettite na rogu ulicy. Był kompot z dzikiego bzu, co mama Hermiony lubiła pić oraz kakao -dosyć przesłodzone- pomyślała, bo piła ten napój, dzień w dzień  każdego ranka w nowej posiadłości Grangers'ów w Alpach.

Stół był nakryty dla czterech osób. - Czyżby kogoś zaprosili?-spojrzała wyczekująco na rodziców. Byli strasznie spięci. Do drzwi zapukała jej odpowiedź.

Ojciec Hermiony wstanął jak wryty gapiąc się na klamkę od drzwi. Zbladł. Z natychmiastową pomocą ruszyła mu Maggie. Podeszła do drzwi, powoli przekręcając klamkę. W drzwiach ukazała się postać.

Hermiona przez dłuższą chwile się w nią wpatrywała, miała grobową minę. Kobieta miała długie, złotego koloru włosy do bioder, oczy niebieskie przeplatane z szarością, bladą cerę - mogła by się świecić w nocy.- pomyślała. Nieznajoma szeroko się uśmiechnęła i ruszyła w jej stronę.

- Hermiono! Wreszcie cię mogę zobaczyć na żywo! - wypiszczała patrząc na Gryfonkę.

Nie wiedziała co się dzieje, kim ona jest i dlaczego zna jej imię. Przez moment stała wryta patrząc,  jak blondi zmierza w jej kierunku, aby ją przytulić. Była kompletnie zdezorientowana.

-Kim jesteś ?

- Jestem twoją siostrą.- odparła. Ale już poważniejszym tonem. Hermiona osłupiała. - Jaka siostra? Co to ma znaczyć? Czy byłam okłamywana przez rodziców, żądam wyjaśnień!!- burza mózgu zaczęła się, polemizowała sama ze sobą, prowadząc monolog w głowie.

- Skarbie, musimy coś sobie wyjaśnić- zaczął tata.

- Wprawdzie mówiąc, nie bez powodu tutaj się przenieśliśmy.- dodała mama, podchodząc bliżej dziewczyny.

Po dwugodzinnej rozmowie, Hermiona znała już wszystkie odpowiedzi.
Chloé była córką Georga. Gdy była mała, ojciec Hermiony zostawił ją bo bał się odpowiedzialności i nie był gotów na dziecko, zwłaszcza gdy miał studia medyczne na głowie. Z reszty rozmów wynikało również, że jego studencka miłość była czarownicą czystej krwi. Historia łączyła sie w jedną wspójną całość. Chloé była magiczna, chodziła do Beauxbatons. Jej matka, chcąc ukryć mugolskie pochodzenie Chloé, w akcie urodzenia zmieniła nazwisko jej ojca na Zane Francis Vanderwall, który był arystokratą. Więc dziewczyna spokojnie mogła uczęszczać do szkoły, gdzie od takich się roiło.

- Z biegiem lat zauważyłam, że nie jestem podobna do mego ojca.- wspominała Valentine. - Był szatynem, miał inne rysy twarzy, karnacje a oczy w szczególności. Takie jakieś inne.

- Poszperałam jakieś trzy miesiące temu w swoich aktach. Nie powiem musiałam się namęczyć ale było warto, poznałam swojego prawdziwego ojca i nie jestem na niego zła.. Wypowiadając te słowa spojrzała na Georga. - Od tamtego momentu zaczeliśmy się spotykać wraz z Twoją mamą Hermiono, żeby się lepiej poznać - ah, więc mama wiedziała o tym od dawna, że tata ma córkę - pomyślała, patrząc raz na mame, raz na tate i Valentine. Faktycznie była podobna do niego. Te rysy, smukła twarz, kości policzkowe widoczne i charakterystyczny mały nosek. Jedynie kolor skóry i włosów odbiegał od norm. Ah i oczy które były błękitne.

Hermiona była zła. Wstała bez słowa od stołu.

- Mogliście mnie chociaż nie okłamywać.-  powiedziała z płaczem i wyszła pośpiesznym krokiem z domu.
Chciała tylko jednego. Uciec, napić się i zadzwonić do Rona. Miała nadzieję że wybaczy jej za wczorajszą kłótnie i wysłucha czego dowiedziała się dzisiejszego dnia.

Słów: 1017
_____________________________________

Krótki wstęp, mam nadzieję, że się wam spodoba cała opowieść. Zachęcam do komentowania.

Komentarze